20 marca 2009
pierwsze urodziny Juliusza
Wszystko się kiedyś kończy...
Dziękujemy Wam serdecznie, że byliście z nami przez tyle długich miesięcy, wspierając i pocieszając Gabę, radując się wraz z nią z choćby najmniejszej miłej niespodzianki. Ja z kolei, jako autorka, chciałabym podziękować Wam, za ten wielki doping, który motywował mnie do pisania, ciągłego tworzenia świata Gabrysi... Dziękuję.
Jak już wspomniałam - wszystko się kiedyś kończy. Opowieść Gaby, Julka i Sławka także. Zakończenie pozostawiam otwartym - każdy z Was może dopowiedzieć sobie sam, jak dalej potoczą się losy moich (Naszych?) bohaterów. Każdy z Was wolałby wszakże innego rozwoju wypadków, w jego mniemaniu "najlepszego".
Będziemy za Wami tęsknić, naprawdę bardzo, bardzo mocno.
Iga, Gaba i Julek
{dwieście dziewięćdziesiąt pięć}
Mama wpadła w szał planowania. Chce koniecznie wyremontować pracownię taty i stworzyć tam pokój dla Juliusza. Nie powiem, bardzo mi ta propozycja odpowiada, ale z drugiej strony...
Tato, dlaczego odszedłeś? Tato, przecież tutaj jest Twój dom.
Synku, oby Tobie Życie nigdy nie dało tak boleśnie w kość...wtorek, 3 lutego 2009
23:06:17
(1) ||
Skomentuj.
{dwieście dziewięćdziesiąt cztery}
Znam dokładnie swoje miejsce. Nie narzekam już na swój los, nie proszę o więcej. Odcinając się od złudzeń i marzeń, można zbudować całkiem stabilną wizję przyszłości, bardzo przyziemną, ale zawsze niosącą nadzieję na choćby okruszek szczęścia.
Tata odszedł, zostawił po sobie tylko krótki list, który mama podarła ze złością i spaliła w popielniczce.wtorek, 27 stycznia 2009
21:41:56
(5) ||
Skomentuj.
{dwieście dziewięćdziesiąt trzy}
Rozwód rodziców wisi nad moją głową jak kat. Czuję to w powietrzu, w kościach.
Potem
Mama, rozmawiając z babcią przez telefon, powiedziała:
-
Trzeba żyć dalej, z nim czy bez niego. Przecież jest jeszcze Gabrysia i Julek, mam dla kogo żyć...
Potem odłożyła słuchawkę i cichutko westchnęła.
Tata przestał słuchać muzyki, siedzi pogrążony w zupełnej ciszy w swoim pokoju. To zły znak.
środa, 21 stycznia 2009
15:58:52
(9) ||
Skomentuj.
{dwieście dziewięćdziesiąt dwa}
Wraz z nowym rokiem wkroczyłam w zupełnie inny wymiar dorosłości - teraz na potwierdzenie mojej dojrzałości dostanę nawet stosowny papierek, dowód osobisty.
Sławek się nie odzywa, ja nie marnuję czasu na rozpamiętywanie. Łatwiej stanąć na nogi, gdy wie się, jaki grunt drzemie pod stopami. Ja wiem dokładnie, co czeka mnie za kolejnym życiowym zakrętem. I to na pewno nie będą czyjeś kochające ramiona, a już w szczególności nie sławkowe.
niedziela, 18 stycznia 2009
16:11:35
(5) ||
Skomentuj.
{dwieście dziewięćdziesiąt jeden}
I know there's a big world out there
like the one I saw on the screen...
Optymizm miał mi wyciekać przez uszy, ale troszeczkę nie wyszło. Następnym razem muszę postarać się bardziej.
sobota, 10 stycznia 2009
11:51:08
(11) ||
Skomentuj.
{dwieście dziewięćdziesiąt}
Brutalnie wyjęło mi kilka długich tygodni z życiorysu, po prostu wyrwało.
Lepka, czarna rozpacz dogorywa u moich stóp. Walczę z nią, depcząc ją i zasypując płynącym z ust Doroty szczęściem; jej szczęściem, nie moim.
Julek rośnie, ja kurczę się w moim przeogromnym poczuciu winy i braku pomysłu na dalsze miesiące wegetacji. I chociaż każde następne
jutro miało być wybawieniem, okazuje się, że żadnego wybawienia nie ma, nie było i nie będzie, a to niefortunne
jutro niesie za sobą jeszcze większą ilość problemów, niespełnionych przyrzeczeń i bolesnych zawodów. Ojej.
Jak skutecznie wziąć się w garść?
poniedziałek, 5 stycznia 2009
21:05:21
(2) ||
Skomentuj.
{dwieście osiemdziesiąt dziewięć}
Mimo tego, że sama naważyłam sobie życiowego piwa i mimo tego, że nikt nie chce go ze mną wypić, nie mogę napisać, iż jestem nieszczęśliwa. Od czasu do czasu zdarza mi się przecież chwila egzystencjalnej hossy... Istnieje też ten mały, malutki Człowiek, który (paradoksalnie) nauczył mnie życia.
Jaki byłby świat bez Ciebie, Julku? Czy gdybym rok temu wybrała inną drogę - drogę wykluczającą bycie Twoją mamą - czułabym się teraz radośniejsza, szczęśliwsza, nadal kochałabym Sławka? Możliwe, że tak. Możliwe też, że umarłabym z żałości, wpatrując się w dwie różowe kreseczki na teście ciążowym, które były pierwszą zapowiedzią Ciebie.
Nie ma właściwych dróg. Bez względu na to, co wybierzesz, ktoś zawsze będzie pokrzywdzony. Najczęściej Ty sam.wtorek, 2 grudnia 2008
09:01:09
(4) ||
Skomentuj.
{dwieście osiemdziesiąt osiem}
Na domiar tego wszystkiego Julek powiedział dziś po raz pierwszy słowo
tata. Dukał sobie już wcześniej jakieś nieskładne sylaby, ale dopiero dziś tak zgrabnie i wyraźnie powiedział
tata. Słysząc to, ze złością cisnęłam trzymaną w dłoni książką wprost w doniczkę z kaktusem, która z hukiem spadła na ziemię, roztrzaskując się przy tym w drobny mak. Julek zakwilił żałośnie i przestraszony zamachał swoimi małymi rączkami. Usiadłam obok niego, przytuliłam do siebie i powiedziałam słowa, które zaskoczyły mnie samą:
Julek, znajdziemy ci lepszego tatę, zobaczysz!.
Julek w odpowiedzi zacisnął swoje dłonie na moich palcach i ślamazarnie podniósł się na nogi. Pisnął cienko, po czym pacnął kuprem na ziemię. Ja uśmiechnęłam się, równocześnie uświadamiając sobie, że od teraz muszę być dla Juliusza kimś więcej niż tylko matką - muszę być obojgiem kochających rodziców naraz.
Tylko... Tylko czy to jest w ogóle możliwe?
poniedziałek, 1 grudnia 2008
00:25:16
(4) ||
Skomentuj.
{dwieście osiemdziesiąt siedem}
Sławek wyjechał. Wczoraj po południu przyszedł jeszcze wieczorem, by pożegnać się z Julkiem (założę się, że to jego mama zmusiła go do tych
pożegnań).
Dawno nie widziałam Sławka tak szczęśliwego. Świergotał coś o spełniających się marzeniach, wielkich szansach i pieniądzach. Słuchałam go, nie rozumiejąc, w którym momencie swojego życia Sławek tak diametralnie się zmienił. Okrutnie męczyła mnie jego obecność.
Wychodząc, pocałował mnie w policzek i powiedział sześć słów, które zraniły mnie chyba bardziej niż jego ciągłe kłamstwa...
Kiedyś Ci się też ułoży, Gaba. Wtedy poczułam, że tak naprawdę to ja już nie mam szans na ułożenie sobie czegokolwiek. Zawsze będę przygnębioną, znękaną, skrzywdzoną przez niedorosłego faceta i zupełnie niezrozumianą przez resztę świata kobietą. Zawsze będą niosła ze sobą ten największy wyrzut sumienia w postaci Julka, któremu do końca swoich dni będę winna bezkrytyczną miłość i oddanie.
Los dał mi mniej niż innym, trzeba się z tym w końcu pogodzić, głupia Gabrysiu.
Jak nie przesiąknąć jadem, skoro plują mi nim w twarz?niedziela, 30 listopada 2008
10:21:24
(13) ||
Skomentuj.
{dwieście osiemdziesiąt sześć}
Byłeś dla mnie i deszczowym latem, i złotą jesienią, i śnieżną zimą, i nawet chłodnym przedwiośniem, które niosło ze sobą tyle nadziei, uroku i niewyrażalnego ciepła...
Byłeś ze mną, we mnie, dla mnie, byłeś też czasami mną, gdy z przechyloną głową obserwowałeś ciągle zmieniający się świat, po chwili prostowałeś się i z obojętnością mówiłeś: „Nie nadążam, kiedy indziej się nad tym zastanowię”. Wtedy myślałam, że Twoje
kiedy indziej nadal będzie ściśle połączone ze mną, wpięte w moje długie włosy, zawieszone gdzieś nad moją głową. Tak, wiem, myliłam się. Twoje
kiedy indziej nie miało ze mną najmniejszego związku: ja byłam tylko elementem przejściowym, zabawką, która zrealizuje w każdej chwili Twoje zachcianki.
Przez pewien czas wypełniało mnie przekonanie, że to może przez Julka, że może to nasz syn wprowadził między nas ten chaos, zmącił naszą miłość, zabrał nam to
coś, co zbliżało nas kiedyś do siebie. Czyniłam go winnym temu, że teraz sama muszę borykać się z tysiącem problemów, że tak nagle zniknąłeś z mojego życia. Ty przecież zawsze byłeś dla mnie bielą – nieskazitelnie czystą i pozbawioną choćby cienia kłamstwa. Jakże boleśnie przyszło mi zawieść się na Tobie, Sławku...
Po bardzo długim czasie zaczęłam dopiero otwierać oczy – na Twoje wykręty, na obietnice i deklaracje, które składałeś mi bez mrugnięcia okiem. Domyślam się, że w chwili wypowiadania słów „obiecuję ci, Gaba, że wszystko naprawię” przed oczami miałeś nie mnie, a swoje rozliczne grono fanek, które dałyby się wprost poćwiartować za jedną noc spędzoną przy Tobie. Teraz już wiem (ba, jestem tego pewna w stu procentach!), że jedyną osobą, którą kochasz, jesteś Ty sam, Sławku.
Ja już miałam swoje pięć minut. Błyszczałam przy Tobie krótko, by zgasnąć przedwcześnie pełna żalu, rozpaczy i z poczuciem ogromnej niesprawiedliwości, jaka mnie dotknęła.
Znikaj już, Sławku, znikaj.
Dziś płaczę Anią Dąbrowską. Och,
Charlie, Charlie...
czwartek, 27 listopada 2008
18:54:20
(7) ||
Skomentuj.
{dwieście osiemdziesiąt pięć}
Minie bardzo, bardzo wiele czasu, nim pozwolę sobie po raz kolejny na zaufanie jakiemuś facetowi. Ot, takie mam postanowienie.
Od kilku dni żyję w symbiozie z
Karatetyką Kasi Nosowskiej.
idź wycieraj mną pysk
przy piwku z koleżką
kundlami obwieś mnie
cały kurz spod wycieraczki
pod moją możesz wmieść
odpadek i śmieć
ja ci to zutylizuję
a ty idź i błyszcz
promieniuj i świeć...
Sławku, to o Tobie!
środa, 26 listopada 2008
17:04:25
(3) ||
Skomentuj.
{dwieście osiemdziesiąt cztery}
Wiadomość o Twoim wyjeździe, Sławku, była dla mnie ciosem w samo serce. Pociemniało mi w oczach, zakręciło się w głowie. Czułam się tak, jakbym postanowieniem o wychowaniu naszego syna, podpisała na siebie wyrok – wyrok, który zabrania mi teraz zasmakowania szczęścia. Mam Ci za złe, że uciekasz ode mnie i od naszych wspólnych problemów, że czas dla swojego dziecka znajdujesz tylko wtedy, gdy poprawi Ci się humor, że masz milion wymówek i pięć tysięcy różnych alibi. To boli, wiesz?
Kiedyś jeszcze uświadomisz sobie, że postąpiłeś źle i że te wszystkie Twoje marzenia i mrzonki, nie były warte odsunięcia się od Julka i pozostawienia go gdzieś tam w dalekim świecie. W tym wszystkim nie chodzi o mnie – tutaj chodzi tylko i wyłącznie o naszego syna. On Ci tego nie wybaczy, Sławku.
sobota, 22 listopada 2008
22:19:47
(3) ||
Skomentuj.
{dwieście osiemdziesiąt trzy}
Do którego momentu należy czekać, by powiedzieć komuś, że jest skończonym draniem?
Sławek podjął decyzję. Wyjeżdża na początku grudnia do tego cholernie dalekiego miasta, w którym czekają na niego wielkie pieniądze, wielka sława i wielkie, nowe życie! Gratuluję Ci, Sławku. Zachowałeś się, jak prawdziwy, dojrzały mężczyzna.wtorek, 18 listopada 2008
19:18:47
(3) ||
Skomentuj.
{dwieście osiemdziesiąt dwa}
Sławek dostał propozycję zmiany klubu, a co się z tym wiąże - propozycję wyjazdu do innego miasta. Zadzwonił wczoraj i zapytał (zupełnie poważnie), co myślę o złożonej mu propozycji. W odpowiedzi zaśmiałam się krótko i odłożyłam słuchawkę.
Na bogów, czy Sławek naprawdę ma sieczkę w głowie? To chyba jasne, że uważam, iż ten pomysł jest idiotyczny. Przecież Julek musi mieć ojca! Nie tylko w niedziele i Boże Narodzenie, ale w każdy dzień tygodnia!
poniedziałek, 17 listopada 2008
17:28:37
(2) ||
Skomentuj.
{dwieście osiemdziesiąt jeden}
To nie jest dobry czas na składanie broni i wywieszanie białej flagi. Muszę jeszcze coś komuś udowodnić...
Sławka nie widziałam od dwóch tygodni.
NIE TĘSKNIĘ, NIE PŁACZĘ I NIE PODCINAM SOBIE ŻYŁ.
Nie bolisz mnie już, Sławku.
czwartek, 13 listopada 2008
10:13:02
(6) ||
Skomentuj.