{sto czterdzieści sześć}
Ledwie wróciłam do domu, na nowo zostałam z niego wywieziona. Tym razem jednak do babci. W moim pokoju na krótki czas zamieszkali bowiem malarze, który obiecali zupełnie go odmienić.
Ma być zielono i żółto. Mają być motylki i pszczółki nad łóżeczkiem. Ma być roleta w kolorowe kółka i mój stary, poczciwy, bujany fotel, którego bałam się w dzieciństwie.
Dziwnie mi. Czy można chcieć i nie chcieć jednocześnie? Bo ja chcę i nie chcę tego wszystkiego...
Zabierzcie mnie do domu...środa, 30 stycznia 2008
17:45:39
(9) ||
Skomentuj.
{sto czterdzieści pięć}
Lubię wracać do domu. To takie miłe, gdy można w końcu położyć się na własnym łóżku i przytulić się do ukochanego misia...
Szczyrk zimą jest piękny. Mimo moich protestów i błagań, mama nie pozwoliła mi jeździć na nartach. Spacerowałam więc po mieście, wygrzewałam się przy kominku i czytałam książki. Nie żałuję. Odpoczęłam przynajmniej od myśli, które, o dziwo, nie pojechały ze mną. Tata miał rację.
Kiedyś pokażę mojemu Piotrusiowi polskie góry. Może pokocha je tak samo jak ja?czwartek, 24 stycznia 2008
13:13:41
(15) ||
Skomentuj.
{sto czterdzieści cztery}
Cztery
błogie dni w Szczyrku. Uch. Serdecznie za nie dziękuję, ale czy nie mogłabym po prostu zostać w domu? Dlaczego wszyscy chcą uszczęśliwiać mnie na siłę? Mnie w zupełności wystarczyłaby chwila świętego spokoju tu, w domu...
Chcę czwartku - dnia powrotu ze Szczyrku.niedziela, 20 stycznia 2008
09:48:42
(33) ||
Skomentuj.
{sto czterdzieści trzy}
No, to jadę do Szczyrku. Wszystko wynikło tak nagle, że nie zdążyłam wymyślić żadnej wymówki. I jakoś nie mogę uwierzyć w zapewnienia taty, że
w Szczyrku będzie cudownie, odpocznę od ponurych myśli i pooddycham świeżym, górskim powietrzem. Też mi coś. Halo! Czy z wami jest coś nie tak? Przecież ja nie zostawiam głowy w domu, moja głowa jedzie ze mną do Szczyrku! A to właśnie w mojej głowie kłębią się te wszystkie myśli, których chcę się pozbyć! Wciąż tak mało rozumiecie...
Wspaniale, prawda?
Chcę zabrać ze sobą Dorotę. Mogę?sobota, 19 stycznia 2008
12:27:57
(11) ||
Skomentuj.
{sto czterdzieści dwa}
Rzadko zdarza się, żebym była w tak dobrym humorze. Jestem dumna ze Sławka. Podjął po raz pierwszy od bardzo dawna męską decyzję.
Ach, Sławku... Gdybyś wcześniej udowodnił mi, że jesteś odpowiedzialny i dorosłeś do roli ojca, nigdy nie byłoby tak jak jest teraz... Może planowalibyśmy właśnie wspólną przyszłość?
Cieniutki głosik w mojej głowie:
Jak możesz, Gaba! A Kamil? Przecież to on był przy tobie, gdy powracały wątpliwości. Opamiętaj się, dziewczyno!
Ja:
Och, przecież ja kocham Kamila! Zawdzięczam mu tyle, że nie mogę odejść. A poza tym ja nie chcę odchodzić. Chcę zostać z nim do końca świata. Albo i dłużej.piątek, 18 stycznia 2008
09:16:07
(16) ||
Skomentuj.
{sto czterdzieści jeden}
W całą sprawę wtajemniczyłam Sławka. Gdy przyszedł wczoraj po południu, długo siedział w milczeniu.
-
Gabrysiu... Kiedy dziecko się urodzi, ja będę już pełnoletni... Chcę, żeby ono zostało razem z nami, bez względu na to czy wrócisz do mnie, czy nie. - Powiedział w końcu z błyskiem w oczach.
W odpowiedzi uniosłam brwi i patrzyłam na niego z powątpiewaniem.
Sławek to samo powtórzył jednak mojej mamie. Mama nie patrzyła mu w oczy, bezmyślnie gapiła się w czarną otchłań kawy bez cukru. Gdy skończył, pokiwała tylko głową. Nie skomentowała niczego.
Potem, gdy Sławek wyszedł, długo rozmawiałam z mamą w moim pokoju. Mimo, że było ciemno, nie zapalałam światła. Bałam się spojrzeć w oczy mojej mamy. Płakałyśmy obie, pocieszając się nieudolnie nawzajem. Mama w końcu przyciągnęła mnie do siebie drżącymi rękoma i przytuliła z całej siły. Przez chwilę poczułam się tak, jakby role się odwróciły: ja byłam tą starszą, która pociesza i zapewnia, że wszystko się ułoży, a moja zapłakana mama była kimś, kto takiego pocieszenia potrzebuje jak tlenu do przeżycia. Dziwny był to wieczór.
Obca sobie ja, moja mama i mój syn, który, czując powagę chwili, nie wierzgnął ani razu nogami.środa, 16 stycznia 2008
09:51:24
(22) ||
Skomentuj.
{sto czterdzieści}
Olga nie może mieć dzieci. Ja jestem w niechcianej ciąży. Wszystko jasne. Wystarczyło jedno wymowne spojrzenie mamy, bym zrozumiała, do czego dąży.
-
Mamo, to wykluczone. Ja kocham TO dziecko!
-
Gabrysiu... Dlaczego ty nie dajesz sobie pomóc? Przecież sama jesteś jeszcze dzieckiem... My z tatą tak bardzo chcemy twojego szczęścia, córeczko...
-
Więc pozwólcie mi wybrać samej!
Potem
To nie był pomysł Olgi. Wszystko zainicjowała moja mama. Jak ona mogła mi to zrobić?
Na całe szczęście Olga jeszcze niczego nie wie. Kamień z serca mi spadł. Przynajmniej nie skrzywdzę jej moją, już dawno podjętą, decyzją.
poniedziałek, 14 stycznia 2008
21:10:05
(7) ||
Skomentuj.
{sto trzydzieści dziewięć}
-
Gaba! Czy ty będziesz mamą?!
Już dawno nie widziałam się z panią Olgą. Olga jest nikim innym, lecz właśnie moją dawną sąsiadką z czasów, gdy wraz z rodzicami dzieliśmy dwupokojowe mieszkanie na parterze w zabytkowej kamienicy w centrum miasta. Z sąsiadką od czasu do czasu spotykała się moja mama - nawet po przeprowadzce pozostawały w zażyłych stosunkach. Pani Olga zdziwiła się bardzo, gdy na jej (niepotrzebne w zasadzie - odpowiedź wszakże tkwi w moim ogromniastym brzuchu) pytanie odpowiedziałam twierdząco.
-
Co to się porobiło... - rzekła, kręcąc głową. -
Że też ja nic nie wiedziałam...
Obiecałam, że przyjdę do niej z mamą dziś po zajęciach w szkole muzycznej. Zapowiada się całkiem miły wieczór zwierzeń... Doprawdy.
Lubię Olgę. Jest młoda, ładna, układa jej się z mężem, pracuje jako księgowa. Swoją drogą, nie wiem tylko dlaczego, trzydziestodwuletnia już Olga nie ma jeszcze dzieci...
poniedziałek, 14 stycznia 2008
12:56:34
(8) ||
Skomentuj.
{sto trzydzieści osiem}
Było najcudowniej na świecie. I tego się trzymajmy.
Do narodzin Piotrka pozostało
79 dni. Czas mija zawrotnie szybko.
niedziela, 13 stycznia 2008
09:52:19
(26) ||
Skomentuj.
{sto trzydzieści siedem}
Mama położyła wczoraj wieczorem na moim łóżku jakąś książkę.
-
Przeczytaj - powiedziała. -
Myślę, że to cię zainteresuje, Gabrysiu.
Mama zgadła. Książkę
Bez odwrotu "połknęłam" w dwie godziny. Wszystko w niej opisane było tak mi bliskie... Wyłam jak głupia. Ja też będę miała dziecko, mój były chłopak też zachował się po szczeniacku i też spotkałam kogoś, kto mimo wszystko mnie pokochał... Ale ja nie jestem Lilli Milewski. Ja jestem Gabrielą, która nie będzie powielała ani błędów Doroty, ani błędów książkowej Lilli. Dziś pierwszy raz poczułam się tak dojrzale.
-
Gaba, jesteś dorosła. Od teraz musisz być odpowiedzialna i konsekwentna. Rozumiemy się, prawda? - zapytałam samą siebie.
-
Oczywiście! - odpowiedziałam na własne pytanie całkiem głośno, wierząc, że
naprawdę mi się uda.
PS. Dziś studniówka Kamila. Ze strachu trzęsą mi się nogi. Obym tylko nie pomyliła kroków...
sobota, 12 stycznia 2008
12:49:33
(35) ||
Skomentuj.
{sto trzydzieści sześć}
Przyjaciółka mojej mamy jest fryzjerką. Dziś po południu przyszła, by pokazać mi jak może mnie uczesać.
-
No i która fryzura ci się Gabrysiu najbardziej widzi? - zapytała, patrząc się w moje lustrzane odbicie.
-
Nie wiem... Może mnie pani uczesać jakkolwiek... Nie zależy mi.
-
Dlaczego? Gabrysiu... Więcej wiary w siebie! - pocieszyła mnie fryzjerka.
-
Niech pani tylko na mnie popatrzy - powiedziałam drażliwie. -
No, i kogo pani widzi? Dziewczynę z problemami, która szukała pocieszenia w łóżku z nieodpowiedzialnym, niedorosłym chłopakiem. Ta dziewczyna jest na dodatek w niechcianej ciąży. Widzi też pani, po dłuższym przyjrzeniu mi się, że ja nie umiem sobie poradzić. A poród już za niecałe trzy miesiące...
Potem wróciłam do domu i płakałam nieustannie przez dwie godziny. Nikt nawet do mnie nie zajrzał. Równie dobrze mogłabym umrzeć. Wypłakałam całą energię. A jutro jeszcze ta zasrana studniówka...
Standardowa chwila słabości.piątek, 11 stycznia 2008
20:46:35
(4) ||
Skomentuj.
{sto trzydzieści pięć}
To wszystko jest jak wesołosmutny sen.
czwartek, 10 stycznia 2008
17:57:07
(7) ||
Skomentuj.
{sto trzydzieści cztery}
Znudził mi się ten polonez. Jedyną jego zaletą jest to, że potrafi uspokoić harce
nawet mojego syna, a to już doprawdy nie lada wyczyn. No cóż... Byle do soboty.
Pójdę na tę studniówkę i udowodnię, zwłaszcza sobie, że potrafię odpowiadać za własne czyny. Wychowam Piotrka, osiągnę coś w życiu, skończę liceum, pójdę na studia. Nie będzie powtarzania klasy ani złych ocen. Będę najlepsza, muszę być. Nie dla siebie, ale dla mojego synka...
Niech wszyscy wiedzą.
wtorek, 8 stycznia 2008
16:35:12
(11) ||
Skomentuj.
{sto trzydzieści trzy}
Piotrek waży już całe tysiąc pięćset gramów, choć wagę taką osiągnąć powinien dopiero pod koniec bieżącego tygodnia. Synu, jeśli tak dalej pójdzie, Twoja matka nie da rady wstawać sama z łóżka.
Ponadto Piotr opija się bezwstydnie wodami płodowymi, by potem terroryzować mnie czkawką. Niegrzeczne dziecko.poniedziałek, 7 stycznia 2008
17:37:38
(4) ||
Skomentuj.
{sto trzydzieści dwa}
Łóżeczko przyjdzie w przyszłym tygodniu - w sklepie nie mieli ani sosnowego koloru, ani materacyka w misie. Jest ładne, Sławek ma dobry gust.
Rozmowy na temat imion nie uniknęłam. Powiedziałam, że mały otrzyma najprawdopodobniej imię Piotr albo Filip. Sławek zaproponował Wiktora i Eryka.
-
Zobaczymy jak to będzie... I tak wybierzemy dopiero ostateczne imię, gdy maleństwo przyjdzie na świat - stwierdził z uśmiechem i pogładził mnie po brzuchu, w którym nasz syn z lekka kopał nogą.
Ja zostanę z Kamilem. Kamil jest najważniejszy. Dzięki Kamilowi nie popełniłam tysiąca różnych głupstw. Kamila kocham. Wiem to już na pewno. Bo to Kamil był przy mnie, kiedy najbardziej potrzebowałam czyjejś bliskości. Sławek przyszedł za późno.
niedziela, 6 stycznia 2008
12:26:30
(13) ||
Skomentuj.
{sto trzydzieści jeden}
Popełniam ten sam błąd - by nie myśleć, uciekam do zajęć, które zajmują mi cały wolny czas. Jak dobrze, że jeszcze mogę chodzić do szkoły, jak dobrze, że nikt nie nakazuje mi siedzieć w domu.
Za tydzień w sobotę studniówka. Nie mam sukienki ani butów. Niczego nie mam. Nawet radość z tego, że idę z Kamilem gdzieś uleciała.
Jutro natomiast jadę ze Sławkiem i jego rodzicami po łóżeczko. To będą chyba najtrudniejsze zakupy w moim życiu.
W poniedziałek mam wizytę u lekarza. Oby wszystko było w porządku.
Później
Mam już sukienkę i torebkę. Kolor ciemnofioletowy. Czerń podobno ciężarnym nie pasuje. Ach, leży jak ulał.
Moja mama jest niezastąpiona.
I dzwonił Sławek:
-
Gabrysiu, zastanawiałaś się już nad jakimś imieniem dla naszego malutkiego?
Oho! Widzę, że czeka mnie kolejna ciężka rozmowa. Za wiele ich jakoś ostatnio.
piątek, 4 stycznia 2008
16:33:55
(8) ||
Skomentuj.
{sto trzydzieści}
Nie mogę wracać. Muszę iść do przodu. Nie ma czasu na powroty. Na Sławka będę patrzyła w innej kategorii - jest
tylko ojcem mojego dziecka,
tylko moim byłym chłopakiem i kimś, kto
tylko mnie zawiódł. Kamil nie jest, co prawda ojcem mojego dziecka, ale jak najbardziej jest moim aktualnym chłopakiem i kimś, komu jestem bezgranicznie wdzięczna za to, co dla mnie robi.
Może ja się mylę. Może ja kocham jednak Kamila, a do Sławka czuję jedynie takie beznadziejne przywiązanie? Sama nie wiem.czwartek, 3 stycznia 2008
12:16:58
(4) ||
Skomentuj.
{sto dwadzieścia dziewięć}
Jestem niewdzięcznicą.
Boże, ja kocham Sławka. Tak najmocniej na świecie. Kamila lubię... Jak przyjaciela. I nic więcej, nic. Pocałunki i ciepłe słowa to nie wszystko.
Ale zostanie tak jak jest. Boję się cokolwiek zmieniać, żeby ten kruchy zamek z piasku nie runął. Zatkam uszy, przetrwam.
Piotrusiu, zobacz, co ja narobiłam.
wtorek, 1 stycznia 2008
01:28:30
(2) ||
Skomentuj.